Bocian nie odleciał do ciepłych krajów. Został na zimę w miejscowości Podlesie

Spaceruje po śniegu, a na polu ma prywatną stołówkę. Mowa o boćku, który nie przestraszył się mrozu i został na zimę w miejscowości Podlesie, gm. Koło.

1/6
Fot. Grzegorz Broniarczyk

Bocian z Podlesia (gm. Koło) został na zimę

Bocian najprawdopodobniej był jednym z pięciu, które wylęgły się w ubiegłym roku w gnieździe przy posesji Józefa Tęgosa. Kiedy przyszła jesień, cztery boćki odleciały do ciepłych krajów, a jeden postanowił przezimować w Polsce. - To świadczy o tym, że bociany reagują na zmianę klimatu. Po prostu myślały, że nie będzie takiej zimy. Czują się pewne, że przeżyją – mówi Krzysztof Furmański z kolskiego oddziału TOZ.



Najnowsze filmy z serwisu Głos.TV:

Koło. Trwa remont dworca PKP

Koło. Będą uczyć dzieci postawy kibica


Bocian z Podlesia nie dostał imienia, ale reaguje na widok dokarmiających go ludzi. - Wołam do niego „chodź” i przychodzi do jedzenia sam. Reaguje na głos, a nawet na kolor ubrania – mówi Józef Tęgos.

Bocian spędza zimę w miejscowości Podlesie


Pan Józef, kiedy zauważył że bociek nie odleciał z gniazda natychmiast skontaktował się z Krzysztofem Furmańskim.
∨ Czytaj dalej

- Na początku myśleliśmy że tych bocianów jest kilka. Był okres, że on znikał stąd i pojawiał się w okolicznych wsiach. Z nastaniem mrozów wrócił do tego gniazda – mówi Furmański. - Jest w pełni zdrowy. O jego dobrej kondycji świadczy to, że odlatywał z gniazda na pobliskie łowiska. Potem wieczorem dojadał to co zostało i szedł spać – dodaje.

Teraz, ptak nie może polować. Po dość długiej ciepłej zimie przyszły mrozy i śnieg. - Znalezienie pokarmu w takich warunkach graniczy z cudem. Ustaliliśmy z lekarzem weterynarii, który zajmuje się dzikimi ptakami co mamy mu podawać i w jakich dawkach – twierdzi Krzysztof Furmański.

Bocianie przysmaki trzeba podgrzewać...

Mięso, którym karmiony jest bocian przywożone jest codziennie. Gospodarz wspólnie z rodziną podgrzewa mu posiłek i zanosi na pole. - Jak wejdę do tej jego stołówki to odejdzie na pięć metrów i czeka. Potem wraca – mówi Józef Tęgos.

Na osamotnionego boćka czeka miejsce w centrum rehabilitacji ptaków. Na razie jednak zdaniem Furmańskiego, ptak wcale nie ma ochoty tam trafić. Pozostaje zatem go tylko monitorować i zapewniać mu jedzenie. - Będziemy go karmić dopóki nie będzie mógł sam znaleźć pożywienia. Potem to żabę sobie znajdzie, a teraz to co on tam znajdzie...nic – mówi opiekun boćka.

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? o.braciszewska@glos.com
OBAR OBAR
źródło: Naszemiasto.pl

Więcej na temat

Komentarze (1)

avatar

Wybierz kategorię